Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2020

Z miłością na rzeczy blisko nas

Najlepsze są te rzeczy, których jeszcze nie mamy, prawda? Miejsca, gdzie nas nie było? Książki czy filmy, które są zapowiedziane na za pół roku?

Patrzenie z miłością na rzeczy blisko nas jest nieoczywiste. I o ile są rzeczy, które trafiły do nas przypadkiem, w ramach nagłej konieczności, i trudno je kochać, czasem są tylko tolerowane, ale są też takie rzeczy, które naprawdę chcieliśmy mieć. Wyczekiwane, wymarzone. Kremy, które miały dać efekt skóry niemowlęcia, książki, na które nie można się było doczekać, lakier do paznokci, który miał zupełnie inny kolor i trzeba było go kupić.

Gdy już do nas trafiły, jeszcze przez jakiś czas budziły radość, że są, że je mamy. Jak długo? Miesiąc? Tydzień? Dzień? A potem odeszły w zapomnienie, nieprzeczytane, nieużyte, bo przecież pojawiła się kolejna niesamowita rzecz, którą trzeba było kupić, przecież miała odmienić nasze życie.

"Bridge of Clay"

Wiem, co u mnie jest taką rzeczą – książka „Bridge of Clay” Markusa Zusaka. I celowo nie używam tu tytułu „Gliniany most” – tak bardzo nie mogłam się doczekać na tę książkę, że kupiłam jej angielskie wydanie. A gdy już kupiłam, to przeczytałam pół strony, odłożyłam na półkę i zwróciłam się w kierunku innych rzeczy, mimo że czekałam na tę książkę od 2009, kiedy wydano w Polsce „Posłańca”, a kolejna książka była tylko niejasną zapowiedzią. Dziesięć lat czekania i nie przeczytałam nawet rozdziału. 

Z miłością

Dlatego, przy okazji Walentynek, zachęcam do tego, żeby spojrzeć uważnie na posiadane przedmioty, na te blisko nas i przypomnieć sobie ekscytację, którą budziły gdy jeszcze nie trafiły w nasze ręce. Możesz wybrać jeden i potraktować go z miłością, na jaką zasługuje. Może to być lektura książki, użycie kosmetyku, ale też wyczyszczenie butów, żeby wyglądały jak nowe. 

Ja planuję godzinną lekturę książki, a Ty? Spróbujesz znaleźć taką rzecz u siebie w domu? A może dokładnie wiesz, co to jest? Jeśli masz ochotę, podziel się w komentarzu. 

***
Tekst został stworzony w ramach instagramowej akcji #wyzwanieuważności na którą trafiłam dzięki cudownej @infinifable

poniedziałek, 10 lutego 2020

Lista rzeczy do niekupienia

Masz za dużo rzeczy, ale wciąż kupujesz kolejne? I to takie, które już masz w domu? Spróbuj stworzyć listę rzeczy do niekupienia.

Ten sposób działa u mnie już automatycznie, ale najpierw wymagał trochę wysiłku.

Zapasy

Dwa lata temu wrzuciłam zdjęcie wszystkich moich balsamów na Instagram. Miałam ich dwadzieścia dwa. Rok później ich liczba to było 12 - znaczy to, że miałam około dwuletni zapas balsamów. Z innymi kosmetykami nie było tak źle, ale było podobnie.

Zaczęłam więc grupować rzeczy, które mam, liczyć je, robić im zdjęcia - maseczki w płacie, a potem inne maseczki czy peelingi pojawiły się na Instagramie, podobnie jak próbki. Ponieważ robię zdjęcia rzeczom po zużyciu, mam świadomość, na ile wystarcza mi krem do twarzy czy podkład.

Uświadomienie sobie, że mam zapasy kosmetyków na lata nie było najprzyjemniejsze, ale bardzo pomogło mi w ograniczeniu zakupów. 

Uświadomiłam sobie też ile mam w tym "zamrożonych" pieniędzy, nawet licząc 10 zł za jeden kosmetyk, przy kilkudziesięciu opakowaniach dochodzi się do dużej kwoty.

Lista

Stworzyłam listę rzeczy, które mam w nadmiarze - jako nadmiar przyjęłam rzeczy w zapasie większym niż na pół roku. W moim przypadku były to kosmetyki (m. in. balsamy, maseczki, kremy do twarzy, odżywki do włosów, podkłady, lakiery do paznokci), artykuły papiernicze (wszystkie notesy, długopisy, zakreślacze itp.). Na liście znalazły się  też książki - czytam ok. 50 rocznie, a nieprzeczytane zajmowały cały regał.

Nowości

Wszystko, czym kuszą reklamy - nowy kolor szminki, nowy autor, najlepszy debiut od ostatniego najlepszego debiutu! Nauczyłam się ignorować rzeczy, o których nie ma jeszcze opinii zwykłych ludzi, a jedynie informacje wynikające z promocji.  W takim przypadku czekam, dwa tygodnie, miesiąc... aż do czasu kiedy pojawi się kilkadziesiąt opinii, które pomogą podjąć mi decyzję, czy ten produkt naprawdę jest objawieniem i czymś, czego brakowało mi w życiu (spoiler - prawdopodobnie nie). 

Wyjątkiem są rzeczy, które na pewno polubię - np. w ciemno kupowałam nową książkę Terry'ego Pratchetta i kupię nową książkę Dukaja (jeśli się pojawi).

Inni lubią

Na listę trafiły też rzeczy, które już mnie zawiodły, mimo że inne osoby sobie je chwalą. Na mojej liście są wszystkie oleje do ciała/włosów/twarzy (za wyjątkiem olejku do demakijażu Resibo), kosmetyki Ziaji, Nivea, Dove, kosmetyki z masłem Shea, książki Stephena Kinga, świeczki, perfumy i inne zapachowe produkty. Mnóstwo ludzi je chwali i docenia, a mnie po prostu nie pasują - nauczyłam się siebie pod tym względem i odpuściłam. 

Reklamy/promocje/chodzenie po sklepach

Nie jest to proste, ale najlepiej jak najmocniej ograniczyć obecność reklam w życiu - odsubskrybować newslettery, odobserwować fanpage na Facebooku, kanały na YouTube, wyłączyć powiadomienia w aplikacji, nie oglądać gazetek reklamowych, nie chodzić po sklepach. Zastanów się, skąd czerpiesz wiadomości o rzeczach, które potem chcesz kupić. Postaraj się ograniczyć dopływ takich informacji. A jeśli "muszę iść do Rossmanna po pastę do zębów", to tak naprawdę nie - pastę równie dobrze możesz kupić w supermarkecie. Nie musisz iść w miejsce wypełnione kosmetykami do makijażu.

Lista prezentów lub lista życzeń

Jeśli pojawia się coś, czego bardzo chcę, a nie potrzebuję, wrzucam to na listę prezentów. O listach prezentów pisałam w ostatnim poście - u mnie sprawdzają się świetnie. Alternatywą jest stworzenie listy życzeń - można przedmioty z tej listy traktować jako nagrody za osiągnięcia lub jako prezenty dla siebie. Dodatkowo, wyczekane cieszy bardziej.

Pierwszy krok

Niekupowanie nie jest proste. Budżety przeznaczane na to, żeby przekonać nas do zakupu są olbrzymie. Dlatego decyzja - od dziś niczego nie kupię jest bardzo trudna, a pewnie blisko niemożliwa. Zacznij od jednej pozycji na liście, z czasem dodawaj kolejne.  Wybierz np. coś, czego masz bardzo dużo - dla mnie były to balsamy. Jasne, wciąż zdarzają mi się potknięcia, ale jest o wiele lepiej niż było. 

Motywacja

Jako motywację dla zużywanych kosmetyków wybieram jakiś superkosmetyk - kupię go sobie, gdy zużyję zapasy. Na Instagramie przypięłam też relację o pozbywaniu się torebek - wystawiłam je na olx, a fundusze uzyskane w ten sposób przeznaczę na nową, skórzaną torebkę. 

Stosując te sposoby zdecydowanie ograniczyłam kupowanie. W styczniu nic nie kupiłam i nawet nie było to trudne. Ty też dasz radę! Powodzenia! A jeśli masz inne sposoby podziel się nimi w komentarzu.

wtorek, 12 czerwca 2018

Notatki na temat "Tokimeki" Marie Kondo

Parę lat temu "Magia sprzątania" zainspirowała mnie do wyrzucenia kilku rzeczy, więc gdy zobaczyłam kolejną książkę Marie Kondo, to natychmiast ją kupiłam... a potem odczekałam dwa lata z jej przeczytaniem (sic!). I to chyba był błąd - gdy czytałam ją teraz jestem bogatsza o dwa lata ogarniania swojego otoczenia i dlatego książka do mnie nie przemówiła i natychmiast po przeczytaniu wstawiłam ją na OLX.

Marie Kondo skupia się na tym, których rzeczy powinniśmy się pozbyć, a które zostawić i jak je pięknie ułożyć i jeśli to są aspekty minimalizmu, które kogoś interesują, to książka powinna mu się spodobać. Dla mnie istotniejsze jest to, co dzieje się z rzeczami po tym, gdy się już ich pozbywam, stąd pomysł na Rozsądny Minimalizm. Pozbywanie się rzeczy powoli i szukanie im nowych właścicieli jest dla mnie bardzo istotne i dlatego dzielę się tym na Instagramie, ale oczywiście każdy może mieć inne podejście do tej sprawy.

To, co najbardziej spodobało mi się w książce, to sposób na radzenie sobie z bioodpadkami - miewam problemy z ich odkładaniem, bo nie chce mi się ich wyrzucać codziennie, a po dłuższym czasie zaczynają śmierdzieć i mnożą się w nich muszki, szczególnie w lecie. Marie Kondo składuje je w zamrażarce, tłumacząc, że wkłada do specjalnego pudełka w zamrażarce świeże odpadki, czyli nie śmieci, a jedzenie (albo prawie jedzenie) i wyrzuca je gdy uzbiera się ich większa ilość. Bardzo mi się ten pomysł spodobał i chociażby dla niego cieszę się, że wreszcie przeczytałam tę książę.