Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2020

O tym jak posprzątałam głównego maila i co mi to dało

Masz za dużo maili i nie możesz ich ogarnąć? Doskonale to rozumiem - sama miałam tak samo

Wyzerowany mail (czyli taki, żeby naprawdę nic na nim nie było) był na mojej liście rzeczy do zrobienia od lat. Wpisywałam sobie go do zrobienia przed wakacjami, w trakcie wakacji, przed świętami, do końca roku, do końca stycznia, na dany rok...

Każde takie wpisanie miało pewien sens - przez pewien czas trochę sprzątałam, czytałam, pobierałam załączniki, kasowałam... a potem jednego dnia tego nie robiłam i to był początek kolejnej dłuższej przerwy.

Co mi dało wyzerowanie skrzynki?

Niesamowitą radość, naprawdę świetne uczucie. Nie chodzi tylko o to, że mail jest pusty, choć samo w sobie jest to super, ale też o to, że już nie muszę tego robić i że mogę to skreślić z mojej głównej listy rzeczy do zrobienia. 

Wczoraj po wyczyszczeniu maila odświeżyłam go ze dwadzieścia razy, tak się cieszyłam. Jak dziecko z wymarzonego prezentu. Tak, jak po zdaniu trudnego egzaminu, jak po skończeniu studiów. 

Dwa adresy mailowe

Kiedyś miałam adres mailowy na tlenie, na ostatnich studiach przeniosłam się na gmail. Te dwa adresy służą mi do wstępnej selekcji maili. 

Na stary adres zakładam wszystkie konta w sklepach internetowych, przychodzą tam też newslettery, rzeczy po zapisach na webinary... Nazywam go "śmieciowy mail". To nie znaczy, że go nie sprzątam. Sprzątam, i owszem, ale wiem, że mogę tego nie robić.

Główny adres mailowy służy(ł) mi do spraw związanych z uczelnią, konferencjami, pracą... Były tam istotne dla mnie rzeczy. Przychodzą tu też np. powiadomienia z biblioteki.

Taki system naprawdę mi się sprawdza i go polecam. Nie chciałabym przekopywać się przez maile o kosmetykach czy ciuchach co rano, siadając do pracy. 

Jeden dzień porządków

O ile regularność ma sens, szczególnie w przypadku utrzymywania porządku na mailu, o tyle siadanie do codziennego przeglądania staroci na mailu było dla mnie męczące. Dlatego postanowiłam wyzerować mail przez jedno posiedzenie. A 1500 obserwujących na Instagramie było świetną motywacją i okazją (jeszcze raz Wszystkim dziękuję!). 657 maili (a tak naprawdę wątków, niektórych po kilkadziesiąt maili) kasowałam przez około 12 godzin. Nie jest to jakoś superszybko, ale to były te najtrudniejsze maile, ta ostatnia kupka, która zostaje na koniec sprzątania...

Ostateczne wyzerowanie maila zajęło mi jeden dzień, głównie dzięki temu, że ilość była możliwa do ogarnięcia. Dodatkowo dobrałam dobrą muzykę do sprzątania - piosenki naprawdę mi pomagały. Nie zaszkodziło też lekkie przeziębienie - podejrzewam, że gdybym lepiej się czuła, to mogłabym się znudzić w trakcie, a tak mój poziom koncentracji był idealny do takiej czynności. 

Co robiłam wcześniej?

Tak jak już wspomniałam, zrywy sprzątania maila już mi się zdarzały. Powyrzucałam kartki czy pliki, gdzie zapisywałam, ile jeszcze maili zostało, ale wydaje mi się, że w wakacje miałam ok 4000, a rok temu prawie 8000, więc ten proces trwał już od dłuższego czasu. Sposoby, które stosowałam przez ten czas, zebrałam w kolejnym akapicie.

Jak zaczęłam i jak sprzątałam - garść rad dla adresu gmail - widok komputerowy

  • Lubię oceniać sensowność maili danego typu - dotyczy to głównie newsletterów.  Zdarza się, że firmy wysyłają różne typy maili z różnych adresów. W gmailu otwieram jeden taki mail i klikam na trzy kropki z prawej strony ekranu ("Więcej") - korzystam z funkcji "Filtruj wiadomości tego typu". Oceniam wiadomości pod kątem tego, czy mnie cieszą, interesują, czy je otwieram regularnie, jak dużo przychodzi ich w tygodniu. Jeśli generalna ocena jest negatywna - anuluję subskrypcję lub zmieniam jej ustawienia. 
  • Wyłączam powiadomienia z różnych Social Media - przeszkadzają mi. Jeśli chcę wiedzieć, że ktoś coś dodał, to to sprawdzę, nie potrzebuję dodatkowych maili na ten temat.
  • Korzystam z użytecznych funkcji gmail - najlepiej przy sprzątaniu sprawdza się "Automatyczne przechodzenie:   Po zarchiwizowaniu wątku, usunięciu go, zignorowaniu itp.:
        Przejdź do następnego (nowszego) wątku
        Przejdź do poprzedniego (starszego) wątku"
    tę funkcję można znaleźć w "Ustawieniach" -> "Ogólne".
    Zachęcam Cię do zapoznania się z dostępnymi funkcjami i znalezienia takich, które Ci odpowiadają
  • Lubię też widok "Wszystkie" - można go znaleźć w panelu z lewej strony - wyświetla wszystkie maile, również zarchiwizowane (tylko spamu nie) - taki pełny ogląd (i prawdziwa liczba maili) najbardziej mi odpowiada
  • Kasuję w miarę regularnie oferty "tylko w ten weekend", "tylko przez 24 godziny" - raczej są na śmieciowym mailu, ale na głównym też mi się takie rzeczy zdarzają.
 

A co z ważnymi rzeczami?

  • Załączniki pobieram i zapisuję, jeśli są nazwane niejasno, to od razu poprawiam im nazwę. 
  • Część maili zapisałam w pliku tekstowym, tak żebym mogła do nich wracać. 
  • Jeśli nie masz ochoty na takie zabawy - skorzystaj z funkcji archiwizowania maili - nie będą widoczne w skrzynce odbiorczej, a zobaczysz je dopiero po wybraniu "Wszystkie"

Na koniec - pierwszy krok

Bardzo zachęcam Cię do posprzątania maila. Naprawdę warto to zrobić. A jeśli nie masz czasu, ochoty robić tego teraz w zupełności to rozumiem. Jeśli jednak przeszkadza Ci nadmiar na skrzynce, spróbuj zacząć od małych kroków - odsubskrybowania jednego newslettera, którego nie czytasz, pobrania jednej faktury do folderu, skasowania oferty "ważnej przez 24h" sprzed roku... Powodzenia!


czwartek, 12 grudnia 2019

Osoji - porządek na koniec roku

Usłyszałam dawno w radiu jak pani opowiadała o czyszczeniu szafy na koniec roku.
Opowiadała o tym, że to jest duża szafa i nie ma tam tylko ubrań, ale też papiery, pamiątki, zdjęcia i że przegląda je pod koniec roku i wyrzuca część tych rzeczy. Mówiła chyba z jakiej kultury zaczerpnęła ten zwyczaj, ale nie słuchałam dokładnie, w każdym razie zwyczaj mi się spodobał.
Od tego czasu staram się sprzątać różne obszary w moim domu i w życiu tak, aby w nowy rok wejść z poukładaną (w miarę możliwości) rzeczywistością.
Jest kilka rzeczy, które zawsze sprzątam oraz kilka, które sprzątam gdy mi się uda, ale domykanie różnych spraw zawsze daje mi ogromną satysfakcję.

Trafiłam ostatnio na blogu Joanny Glogazy na post, w którym wspominała o Osoji i myślę, że o tym też opowiadała kiedyś wspomniana pani w radiu. Jest to japoński rytuał oczyszczania domu na koniec roku. Malutki research, który zrobiłam, mówi, że powinno być to wykonywane w ostatni dzień starego roku, jednak w związku z tym, że w Sylwestra ludzie wolą zajmować się czymś innym, odchodzi się od tej tradycji i sprzątanie z reguły ma miejsce między świętami a sylwestrem. Ja mam podejrzenia, że kiedyś dało się to zrobić w jeden dzień, ponieważ ludzie mieli po prostu mniejsze domy oraz mniej rzeczy. Teraz jest to pewnie raczej niemożliwe. Ale poświęcenie końca roku na pewne podsumowania i oczyszczanie to coś, czemu warto poświęcić trochę czasu.

Życie każdego wygląda inaczej i każdy ma inne zaległości czy nagromadzenia spraw, dlatego nie będę silić się na uniwersalne rady, a napiszę po prostu o tym, co ja sprzątam.

1. Kalendarz - to jest moja ulubiona rzecz do sprzątania - bardzo lubię moment kupna nowego kalendarza oraz przeglądanie starego. Moje ulubione kalendarze są z firmy Antra - bardzo lubię ich papier i layout oraz naprawdę duży wybór formatów kalendarzy. W zeszłym roku po raz pierwszy kupiłam coś mniejszego niż A5, bo też chciałabym, żeby to był spokojniejszy rok.W tym na razie rezygnuję z kalendarza - przekonałam się ostatnio do planowania online i zobaczę jak się to sprawdzi.

Przeglądam stary kalendarz i wpisuję urodziny do nowego, przeglądam też sprawy do zrobienia, których nie zrobiłam i wpisuję je na listę (te których zrobienie jeszcze ma sens). Wypisuję sobie też rzeczy, z których zrobienia jestem dumna – domknięte sprawy, ważne wydarzenia
Kiedyś zostawiałam te stare kalendarze, teraz myślę, że to nie ma sensu je wyrzucam.

2. Mail - od lat próbuję wyzerować maila, czasem mi się to udaje, ale w tym roku jestem naprawdę bliska sukcesu i mam nadzieję, że mi się uda.

3. Papiery - w zeszłym roku zebrałam wszystkie zapisane świstki, które walały mi się po pokoju, w tym tych papierów będzie do sprzątania na pewno mniej, ale też z pewnością trochę będzie. Przeglądam paragony - zawsze je skrupulatnie zbieram do koperty z danym rokiem, to bardzo ułatwia sprawę - potem przeglądam tylko najstarszą kopertę.

4. Drobne rzeczy do naprawy – w zeszłym roku skleiłam np. rozbitą gąskę, która czekała na mnie chyba dwa lata (bo też tak dobrze ją przed sobą ukryłam), w tym mam pudełko rzeczy do ogarnięcia.

5. Ubrania w szafie - zawsze znajdzie się coś do wyrzucenia - teraz robię to na bieżąco, ale i tak pewnie coś będzie.

6. Kosmetyki - staram się dokończyć wszystkie resztki, tak żeby nie zaczynać nowego roku od wyciskania jakiś drobin z tubki, tylko cieszyć się nowymi zakupami.

7. Niepiszące długopisy - też wyrzucam je na bieżąco, ale czasem po prostu zasychają w szufladzie

8. Książki z biblioteki - lubię je oddać przed końcem roku (zawsze jest to dla mnie jakaś forma długu)

9. Porządek w portfelu, piórniku, torebce - też robię to na bieżąco, ale zawsze warto je przejrzeć

10. Lista rzeczy do zrobienia – to jest łączenie rzeczy z kalendarza i różnych świstków.

Lubię też wybrać sobie fajne rzeczy na Nowy Rok - np. książkę do czytania, którą miałam ochotę przeczytać, kosmetyk, który czeka na swoją kolej czy przepis do wypróbowania.

Każdy ma inne życie i inne sprawy – może trzeba przejrzeć ubranka dziecka albo szafkę w kuchni? Sens jest taki, żeby nie wchodzić z bałaganem w Nowy Rok. Powodzenia!

wtorek, 12 czerwca 2018

Notatki na temat "Tokimeki" Marie Kondo

Parę lat temu "Magia sprzątania" zainspirowała mnie do wyrzucenia kilku rzeczy, więc gdy zobaczyłam kolejną książkę Marie Kondo, to natychmiast ją kupiłam... a potem odczekałam dwa lata z jej przeczytaniem (sic!). I to chyba był błąd - gdy czytałam ją teraz jestem bogatsza o dwa lata ogarniania swojego otoczenia i dlatego książka do mnie nie przemówiła i natychmiast po przeczytaniu wstawiłam ją na OLX.

Marie Kondo skupia się na tym, których rzeczy powinniśmy się pozbyć, a które zostawić i jak je pięknie ułożyć i jeśli to są aspekty minimalizmu, które kogoś interesują, to książka powinna mu się spodobać. Dla mnie istotniejsze jest to, co dzieje się z rzeczami po tym, gdy się już ich pozbywam, stąd pomysł na Rozsądny Minimalizm. Pozbywanie się rzeczy powoli i szukanie im nowych właścicieli jest dla mnie bardzo istotne i dlatego dzielę się tym na Instagramie, ale oczywiście każdy może mieć inne podejście do tej sprawy.

To, co najbardziej spodobało mi się w książce, to sposób na radzenie sobie z bioodpadkami - miewam problemy z ich odkładaniem, bo nie chce mi się ich wyrzucać codziennie, a po dłuższym czasie zaczynają śmierdzieć i mnożą się w nich muszki, szczególnie w lecie. Marie Kondo składuje je w zamrażarce, tłumacząc, że wkłada do specjalnego pudełka w zamrażarce świeże odpadki, czyli nie śmieci, a jedzenie (albo prawie jedzenie) i wyrzuca je gdy uzbiera się ich większa ilość. Bardzo mi się ten pomysł spodobał i chociażby dla niego cieszę się, że wreszcie przeczytałam tę książę.

wtorek, 13 marca 2018

Pierwszy krok do minimalizmu (a także krok zerowy)

Może myślisz, że odpowiedź to "pozbyć się rzeczy"? Najlepiej natychmiast?

Nie do końca.

Pozbywanie się rzeczy jest ważnym krokiem, oczywiście, ale pierwszym krokiem jest zaprzestanie (czy też znaczące ograniczenie) kupowania.

Nie kupuj rzeczy, których nie potrzebujesz.
Nie kupuj rzeczy, które już masz.
Nie kupuj rzeczy, bo są w promocji.
Nie kupuj rzeczy, bo Ci się spodobały (szczególnie u kogoś).
Nie kupuj rzeczy, bo Ci się nudzi.

Skoro masz w domu kupkę/półki książek w kolejce do przeczytania po co Ci kolejna?

Jeśli w łazience czekają trzy balsamy (albo jak u mnie - 21), bo ładne opakowanie, bo prezent, bo pięknie pachnie... nie kupuj kolejnego tylko dlatego, że jest w promocji.

Najgorsze jest gdy nie masz świadomości, co już masz w domu i za każdym razem w sklepie wkładasz do koszyka te same rzeczy, które już wypełniają Twoje półki.

Dlatego do tego pierwszego kroku prowadzi krok zerowy - stwórz listę antyzakupów.

Co powinno się na takiej liście znajdować? To, co już masz w nadmiarze (według mnie nadmiar to powyżej jednego opakowania). Zapisz tę listę na telefonie, noś w portfelu czy w notesie, modyfikuj ją według potrzeby, a przede wszystkim stosuj się do niej i naprawdę nie kupuj tego, co jest na niej wymienione, a zauważysz, że z portfela odpływa Ci mniej pieniędzy, a na półkach pojawia się trochę więcej miejsca.

Może zainspiruje Cię coś z mojej listy antyzakupów?
- Kosmetyki: maseczki, balsamy, odżywki do włosów, lakiery do paznokci
- Artykuły papiernicze: zeszyty, notesy, długopisy, ołówki, zakreślacze, malutkie karteczki do zaznaczania, teczki papierowe (i w sumie wszystko inne)
- Książki (niestety, eh...)
- Buty (w szczególności trampki)
- Gazety i czasopisma
- Puzzle

Ja sama stosuję ten sposób i naprawdę działa - wcześniej oczywiście też wiedziałam, że mam za dużo pewnych rzeczy, ale dopóki nie miałam ich wyraźnie wypisanych, to łatwiej było mi oszukiwać samą siebie... Jednak wypisanie ich "czarno na białym" zdecydowanie pomogło.

Z niecierpliwością czekam, aż pozbędę się nadmiaru wymienionych rzeczy i będę mogła coś wykreślić z listy, a na razie noszę ją w portfelu i ćwiczę dyscyplinę.

PS Przyjemność, którą się odczuwa mogąc wybrać taki wyczekany przedmiot jest naprawdę olbrzymia i warto na nią czekać - to zupełnie coś innego niż "kupiłam, bo zobaczyłam i zachciałam". Polecam.

sobota, 19 sierpnia 2017

Co zrobić z niedobrą herbatą?

Zrobiłam ostatnio porządki na moich półkach z jedzeniem. Są to tylko trzy półki (nie licząc lodówki), ale i tak udało mi się odkryć rzeczy, które mnie zaskoczyły. Znalazłam między innymi  nieszczęsną herbatę. Kiedyś wypiłam jedną, nie smakowała mi i odłożyłam opakowanie, które zostało zepchnięte w głąb półki. Popatrzyłam na herbatę i w pierwszym odruchu chciałam ją znowu upchnąć w najdalszym kącie, ale to nie byłoby rozwiązanie problemu. 
Kolejną myślą było: "Wyrzucę ją. Kosztowała 2,5 zł, nie będzie dużej straty". Niestety, wyrzucanie nie leży w mojej naturze, więc i ta opcja została wyeliminowana.
I wtedy pomyślałam, że mogłabym spróbować zrobić tę herbatę. Wiem, że może nie jest to zbyt odkrywcze, ale cały czas miałam świadomość, że herbata mi nie smakowała i że mam inne, bardzo dobre herbaty, więc po co się męczyć?
Zrobiłam herbatę i była całkiem ok. Nie jest to najlepsza z herbat, które piłam, ale nie jest też tak zła, jak mi się wydawało. Piję dużo herbat, z reguły 3-5 dziennie, więc zużyję opakowanie w maksymalnie dwa tygodnie. I już, po problemie. 
A gdyby herbata faktycznie była nie do przyjęcia? Spróbowałabym ją komuś rozdać. Może zasmakowałaby mojej współlokatorce? A jeśli nie? Z herbatą akurat nie ma problemu - jest mnóstwo sposobów jej pozaspożywczego zastosowania. 

***

Oczywiście taka samo można postąpić z odłożonym na półkę kremem do twarzy, długopisem, który pisze nie tak jak trzeba... Krem można zużyć do dekoltu, rąk itd. Marnotrawstwo? Na pewno nie większe niż czekanie na przeterminowanie się go i wyrzucenie. Długopisu można używać do bazgrania podczas rozmów telefonicznych. Trochę kreatywności i w ten sposób można zużyć wiele rzeczy.

Owszem, to są drobiazgi, z reguły stosunkowo tanie, ale nie trzeba od razu ich wyrzucać. Żeby znaleźć takie rzeczy nie trzeba robić gruntownych porządków - czasem dokładnie wiemy, gdzie odkładamy tego typu niechciajki. Nie zajmujmy się też wszystkimi na raz, tylko powoli, pojedynczo zużywajmy rzeczy, które zajmują nam miejsce, a efekt skali spowoduje, że nasz dom stanie się czystszym, mniej zagraconym miejscem.